czwartek, 23 marca 2017

Czyż najpełniejszym wyrazem tej autoironiczności lewicy, której prawica nie potrafi do dzisiaj zrozumieć, bo też w ogóle ma problemy z komizmem i poczuciem humoru, nie jest sam Tuwim?
Czy to, co współcześnie niezgorzej wyśpiewane przez hańbę! nie jest tak samo trwałym problemem teraz, jak i wtedy.
Jak to się dzieje, że bigoci, ludowi jedyniprawdziwipatrioci i wszyscy święcie oburzeni, od dawien dawna nie potrafią dostrzec absurdu swoich zarzutów?

środa, 22 marca 2017

smutek krótkodystansowców

Ja wiem, że wszyscy tego używają, ale czy nie żyjemy w czasach, w których nazwy szczególnie często zastępują znaczone, a obietnice szczególnie rzadko prowadzą do ich spełnienia, plany z kolei stały się maszyną samą dla siebie, która raczej tylko w szczególnych okolicznościach wypada z biegu, aby spróbować konsekwentnej realizacji?

wtorek, 21 marca 2017

obraz silniejszy od modelu

Z powodu długiej nieobecności w świecie międzyludzkim wiele rzeczy musiałem sobie wyobrażać, nie mając do nich w ogóle dostępu. Oczywiście wyobrażenia sprzed i w warunkach odwiecznego braku powstają jako mocniejsze niż prawdziwe doznania, które trzeba sobie umożliwić dłuższą drogą, odpowiednią pozycją, a dopiero potem przez niepozbawioną wahania i niedowierzania chwilę przeżyć.
Każdy czasami tęskni za niewiedzą. Nazywa się ją chyba zazwyczaj niewinnością, ale chodzi też o trochę narcystyczną sublimację ekstaz wypełniającą pustkę mdłości, do której nie dorównuje już później żadna możliwość.

niedziela, 12 marca 2017

wyklęci

Moda na "żołnierzy wyklętych" jest oczywiście nieznośna nawet bez odwoływania się do historycznych argumentów.
Określenie, którym tytułuje się tą bardzo niejednolitą, zwłaszcza jeśli zważyć jej liczebną niewielkość, grupę jest też zupełnie bezsensowne.
Spostrzeżenie, że nie pamiętamy wszystkich i wszystkiego jest zupełnie oczywiste. Od wieków wiadomo, że historię piszą zwycięzcy (od wieków wiadomo też, że ludzie dają się nabierać na dokonywane w oficjalnych lekcjach historii wykluczenia, uproszczenia, fanfaronady i manipulacje).
Po raz kolejny w Polsce z prawicowej inspiracji dochodzi jednak do tego, że cały czas i z każdej strony opowiada się o czymś, dlatego że ma to być rzekomo obecnie zapomniane. Przez lata mówi się o "żołnierzach wyklętych" jako o "wyklętych", mimo że są właśnie ulubieńcami obecnej władzy i obecni w promocji wpływowych i bogatych środowisk, wliczając w to wszystkie możliwe kanały komunikacji. Żaden podmiot historii nie jest aktualnie tak do znudzenia wałkowany jako właśnie ci, których określa się wciąż "wyklętymi".
We współczesnych warunkach, a w większości przypadków niezmiennie od lat, dużo bardziej wyklęci z polskiej historii niż "żołnierze wyklęci" są: chłopi pańszczyźniani, kobiety, pogańscy bogowie, syndykaliści, polscy protestanci, różne od polańskich plemiona słowiańskie, inwalidzi wojenni, polscy zbrodniarze, wszystkie mniejszości etniczne nawet te czasowo bardzo liczne (na czele z Żydami, Ukraińcami, Niemcami, Ormianami, Litwinami, Białorusinami, Czechami, Romami), homoseksualiści, orędownicy regionalnie określanych tożsamości (zwłaszcza Ślązacy), polscy emigranci transkontynentalni, esperantyści, szmalcownicy, niepełnosprawni, masoni, bezdomni, robotnicy fabryczni, zwierzęta folwarczne oraz wszyscy liczni zwolennicy i współbudowniczy Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej.

sobota, 11 marca 2017

sramper

Nie lubię dań zbyt przyprawionych.
Nie lubię pomieszczeń zbyt oświetlonych.
Nie lubię muzyki zbyt głośnej.
Nie lubię ciał zbyt wyperfumowanych.
Nie lubię kolorów zbyt jaskrawych.
Nie lubię ciast przesłodzonych.
Nie lubię osób zbyt rozgadanych.

Natężenie jest złym substytutem jakości.

środa, 8 marca 2017

gliniane nogi karła

Bycie głupim staje się coraz głupsze.
Coraz mniej pozostawiam sobie złudzeń co do tego, że mogę się porównywać do choćby jakiejś średniej. Czuję jak głupieję i wygląda tak, jakbym nie mógł z tym nic zrobić. Wstyd mi tylko za siebie coraz bardziej i unikam kontaktów, bo nawet w ramach najmniejszego mogłoby się wydać, jakim jestem tępakiem mimo oczekiwań jakie można by wiązać z człowiekiem w tak zwanej sile wieku.
Frazeologia mi się wykręca, deklinacja szwankuje, potrzebne słowa więzną u końca języka, wypowiadam nie to, co chciałem zamiar znaleźć. Nie mam nic na myśli, nie chce mi się myśleć nic więcej niż to, co na teraz lub za kilka chwil. Nie robię nic poza trawieniem czasu na najbardziej przyziemne czynności, które przedłużają byt, ale nie niczego nie wnoszą do świata. Zamknąłem się w powierzchownym życiu dla siebie – za to prawie wyeliminowałem życie w sobie. Zamiast zainteresowań, rozwoju, czy choćby przyjemności, czytam przypadkowe teksty i książki, których nie mam do czego przypiąć, ni do czego przyłatać. Ludzie wydają mi się zbędni poza tą jedną, która w końcu mnie samego uzna za zbędnego jeśli będę ją cały czas tak wciągał we własną pomruczność.

piątek, 24 lutego 2017

hańba

Lewica dopuszcza to, że inni mają swoje racje, a prawica wszystko poza sobą samą określa w napuszonych słowach degeneracją, spiskiem, fałszem i zagrożeniem.

czwartek, 23 lutego 2017

pedagogika jako obrona

Jeden z drugim zostają przez dziwny przypadek (najczęściej przez źle zinterpretowaną przez powołanych do oceny miłość własną i im tańsze pozerstwo, tym skuteczniej) ważniakami, prezydentami, posłami, dyrektorami, a potem wydaje im się, że mogą wszystko, robią co im się podoba; a na nas, zajętych swoimi sprawami, ciułających jakieś tam plany i cele, ni stąd ni zowąd spada pilne i tragiczne zadanie nauczenia ich jak świat działa, co można, a czego nie można, jakie są prawa człowieka, kto jest kim na świecie, czym są wartości, jak działa prawo i społeczeństwo, czym jest historia, itd.
To nie ci powyżej regulują działanie tych, co poniżej w taki sposób żeby polepszyć działanie całości, lecz ostatnio zbyt często ci, co poniżej budzą się pod obcasem kogoś nieokiełznanie i bezczelnie niekompetentnego, przez co muszą bronić się przed jego absurdalnymi popędami, chorymi urojeniami, interpretować bełkot, lawirować pomiędzy ciosami, wskazywać na oczywistości i poniżająco udawać szacunek dla niemających skrupułów ani sumienia, aby przypadkiem nie narazić się rozhulanej przemocy, zanim nie przyjdą lepsze czasy.
Wychowywanie to okiełznywanie. Wychowywać przychodzi nam jednak nie tylko dzieci (choćby i nie własne), ale też posiadających władzę.

wtorek, 14 lutego 2017

zaklęty pęd wściekłości

My, wykształciuchy skłonne traktować słowa, wydarzenia i samych siebie z empatyczną rezerwą, daliśmy się i cały czas dajemy się sprowadzać w kozi róg.
Rozjuszeni nie znają zasady ironii. Oskarżają i żądają krwi. Nie mają czasu ani chęci zastanawiać się głębiej. Nie wyobrażają sobie, że znaczone może być rozbieżne ze znaczącym. W złości sięgają po ostre słowa i dają im łatwo wiarę.

To nas interesuje świat, takim, jakim on jest, a nie takim, jakim wygodnie i miło dla własnego plemiennego samopoczucia byłoby go sobie przedstawiać. Tylko w tym pierwszym kontekście można mówić o prawdzie. Do tego drugiego próbuje się wprowadzić „post-prawdę”, ale to tylko bezsensowna próba używania pojęcia prawdy w tym systemie myślenia, w którym nie ma ona racji bytu, ponieważ zasady działania systemu regulują uprzedzenia, stereotypy, przesądy, konfabulacje, przemoc, podszept, strach, nieufność.

Rozjuszonych nie interesuje więc, czy mają rację ani do czego prowadzą ich odczuwane impulsy. Poczuwszy wiatr w żaglach, pędzą przed siebie niebezpieczną dla wszystkich dookoła drogą. Nie zważają na przepisy, nie szanują dobrych obyczajów, potrącają coraz to kolejnych i nie mają zamiaru przejmować się, ani zastanawiać nad tym, czy nie warto byłoby się zatrzymać lub choćby zwolnić. Liczy się chwila, w której to oni mogą być na wozie, a inni muszą cierpieć z powodu niezrozumienia, pogardy, wykluczenia, zagubienia, a coraz częściej nieskrywanej już przemocy.

Skoro za całym pędem nie stoi żaden rozsądek, to jak można sensownie rozmawiać? Skoro merytorycznymi argumentami nie da się nic zdziałać, to w jaki sposób zatrzymać pędzących na złamanie karków? Skoro jedyną uznawaną przez drugą stronę zasadą jest siła, to jak wytłumaczyć jej zgubne skutki bez uciekania się do pogardzanej właśnie siły?

czwartek, 29 grudnia 2016

postprawda to nieprawda

Prawica w pewnym momencie domagała się dla siebie całej wiarygodności i władzy poprzez krytykę postmodernizmu. Mieli pewne racje w dostrzeżonych negatywnych skutkach postmodernistycznych analiz, co nie miało jednak żadnego obiektywnego znaczenia dla ich własnej pozycji. Problematyczny charakter postmodernistycznych odkryć korespondował z ontyką rzeczywistości i to do rzeczywistości miał się odnosić. Nie był postulatem, tylko refleksją. To nie postmodernizm sprawia, że czujemy się zagubieni, niepewni, niezdolni do zakończenia poznawczej refleksji i sformułowania jakichkolwiek pewnych wniosków – to świat nie daje nam innej możliwości, gdy spojrzymy mu w twarz z odwagą. Prawica jakby nie zrozumiała lub nie chciała się pogodzić. Postmodernizm nie był dla niej odkryciem, tylko policzkiem wymierzonym w jej światopogląd, w którym wszystko jest z góry ustawione, zanim nawet się o tym pomyśli. Najgłośniejsi i najbardziej butni przedstawiciele prawicy to zazwyczaj ci sami, którzy teorie dopasowują do tez, zamiast tezy i teorie do faktów. Nie wiadomo poza tym dlaczego formułowane przez prawicę krytyki postmodernizmu miałyby powodować optowanie za prawicą. Przekonanie takie (wymóg?) może powstać tylko wśród tych, którzy widzą świat jako podzielony na dwa skonfrontowane obozy, a to oczywiście kolejne, i to raczej dziecinne uproszczenie, które świata nie szanuje, a jedynie domaga się wolnej drogi dla własnych interesów i żądz.
W ramach krytyki postmodernizmu prawica narzekała na konstatację według, której niemożliwa jest ostateczna prawda, jedna racja, uniwersalna droga do pewności. Różne były argumenty, na które się w tych narzekaniach powoływano. Jasne i zrozumiałe dla wszystkich było to, że świat bez prawdy jest niewygodny. Zamiast jednak szukać koncyliacyjnych, ugruntowanych, wiarygodnych i sprawiedliwych metod ustalania tej ograniczonej historycznością, lokalnością i kulturową konstrukcyjnością racji, w naszych straszących nas od kilku miesięcy czasach prawica postanowiła nie zrozumieć nic z krytykowanych przez nią filozofii i pójść jeszcze dalej niż w zmąceniu świata niż mógł wytworzony przez nich w napadach i wyrzekaniach obraz dekadenckiej rzeczywistości ponowoczesnej. Stworzyli „postprawdę”.
Postprawda to kłamstwo. Postprawda to kłamstwo w samej swojej nazwie, bo nie jest żadną post- (chyba tylko jako analogia do przekłamanego przez prawicę statusu postmodernizmu) i nie jest żadną prawdą – jest po prostu kłamstwem. Przedrostek post- sugeruje, że wyszliśmy gdzieś dalej, ale tak naprawdę „postprawda” cofa nas do czasu sprzed wiarygodnych i koherentnych metod ustalania prawdy. „Postprawda” oznacza, że nie ma żadnej prawdy. Każdy może powiedzieć co mu się podoba. Istnieją dwie metody zdobywania dla takich „postprawd” poklasku: mem i przemoc (to miejsce, w którym należy powtórzyć – prawdziwość nie ma tu znaczenia). Wiadomość ma być memetyczna – wzbudzać wystarczająco silne i jednoznaczne emocje, żeby móc się rozprzestrzenić zamin ktokolwiek zdąży ją sprawdzić, porównać z faktami. Skuteczna postprawda może też nieść się dzięki przemocy – mieć za sobą ośrodek władzy, który przepchnie ją dalej w możliwie wiele napotykanych przez nieświadomych, roztargnionych, niemających czasu ani możliwości obrony przed wykrzykiwanymi komunikatami ludzi. Ośrodek władzy może oczywiście iść dalej i od propagandy przechodzić do gróźb, prześladowań, dostosowywania do swoich kłamstw nauki, edukacji, sztuki, religii tudzież innych, aż do użycia realnej przemocy – po to aby wymusić wiarę w wizje produkowane we własnej wytwórni „postprawd”. „Postprawdy” są oczywiście ubierane w formę, która ma przypominać informacje. Mają więc nagłówki, infografiki, prezenterów, poważny ton, swoich usłużnych „ekspertów”, wykresy, czy nawet wewnętrzną spójność, która ma przypominać narracje sprzed „post-”. Nie zmienia to faktu, że „postprawdy” to urojenia, kłamstwa w żywe oczy, cyniczne umacnianie i przepychanie własnych interesów za wszelką cenę.
Postprawdę zmyślili, po czym uwierzyli w nią, oparli się na niej, uruchomili machinę wpajania jej masom i kazali nam według tej postprawdy żyć.

Gdy już okazało się, że opowiadanie i upieranie się przy najbardziej absurdalnych zmyśleniach może się opłacać, byleby mieć za sobą pęd mało świadomie rozgorączkowanych oraz dysponować środkami przemocy, to czy powrót do szacunku dla prawdy i rozwagi jest jeszcze możliwy?

czwartek, 15 grudnia 2016

nic nie rozumiem z zazdrości

Zadziwia mnie ekspansywność zazdrości w moim własnym ciele. Z najgłupszych powodów zalewa mnie żółcią i paraliżuje. Że ona siedzi obok kogoś, że z kimś rozmawia, że ma przyjaciół, że do kogoś pojechała, że się do kogoś jeszcze tak uśmiecha, że takich słów używa także poza domem, że dla innych ma inne, niedostępne mi światy i języki. Wszystkie te rzeczy uważam za względnie oczywiste i dopuszczam istnienie w sobie jakichś małych żalów. Nie mogę jednak zrozumieć dlaczego najmniejsze powody powodują u mnie całkowite wyłączenie. Wszystkie myśli zostają odcięte, wszystkie zwykłe zachowania wstrzymane. Wszystko jest nagle problemem, jest niestosowne i nieosiągalne.
Postawiłem ją chyba za wysoko na ołtarzu. Wszystko, co robi wydaje mi się szczególne i nie mogę znieść, że to szczególne dostępne jest właściwie każdemu w okolicy. A jeśli nie jest szczególne, to co ja tu robię? Potrafię wobec niej jedynie wymagać dla siebie pierwszeństwa albo ustawić się na końcu kolejki oddanych wielbicieli.

piątek, 11 listopada 2016

czy więcej osób skończyło doktorat czy z niego zrezygnowało?

Ponieważ korporacja, która trzyma mój blog na serwerze udziela części swojej wszechwładzy w postaci metadanych o blogu, to zauważyłem, że ktoś trafił na mnie, wyszukując hasło: "rezygnacja z doktoratu".
Nie ukrywam, że schlebia mi to powiązanie.
Polecam się więc i pozdrawiam.